Dwa dni mieliśmy już na prawdę fajne,
spokojne, Adaśko był uśmiechnięty i rozgadany. Dziś w nocy pojawił się
bezdech. Możliwe, że przed nim miał miejsce nietypowy, jak na Adasia atak
padaczki, bo troszkę nim "rzucało", szczególnie głową. Tracił ciepłotę ciała (po prostu zrobił się zimny) i kontakt, przelewał się przez ręce,
ale lekarze z pogotowia poradzili sobie, jak zwykle. Leki zadziałały i "Maleństwo" wróciło. Dziś Adaś już jest
stabilny, ale taki cichy, bez energii. Z nauczycielką coś podśpiewywał,
"rozmawiał", ale bardzo cicho, bez sił...
Adaś często po atakach padaczki dostaje bezdechu, ale dzisiaj to wszystko było jakieś dziwne. Niemniej jestem dobrej myśli, bo wszystko się uspokoiło. Mam nadzieję, że jutro Adaś odzyska siły i uśmiech.
Oby tak było, Danusiu..
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny.Muszę być dobrej myśli, bo wiara cuda czyni...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Będzie dobrze ...
OdpowiedzUsuńDziękuję Danusiu za słowa otuchy, masz rację ...musi być dobrze.
OdpowiedzUsuńBuziaki dla Justysi.Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję.
Będzie dobrze Podziwiam Panią Jest pani wspaniała mamą i ma wspaniałego syna. Sama mam syna małego z bezdechami wiem co to jest walka kazdego dnia o syna Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń